scena z filmu Za jakie grzechy Dobry Boże

Za jakie grzechy dobry Boże – świetna komedia z ksenofobicznym tłem

Francuska kinematografia to dla wielu widzów przede wszystkim doskonałe komedie. Na ogół mniej w nich slapstickowych gagów i dużo więcej finezji niż w popularnych odpowiednikach rodem z Hollywood. Obecnie twórcy znad Sekwany starają się w komediach nie tylko rozbawiać, ale też mają do przekazania ważną misję. Jest nią walka ze stereotypami dotyczącymi pochodzenia etnicznego, religii i płci. Jak się wydaje, najbardziej cenionym scenarzystom i reżyserom udaje się przy okazji zakpić z tego, co wciąż kojarzy się z francuskim dziedzictwem spod znaku mężów stanu, takich jak François Mitterrand czy Charles de Gaulle.

Za jakie grzechy?

Qu’est-ce qu’on a fait au Bon Dieu, francuski film komediowy z 2014 roku w reżyserii Philippe’a de Chauverona, znany polskiemu widzowi pod tytułem Za jakie grzechy, Dobry Boże?, to na pozór niezobowiązująca komedia, doskonale wpisująca się we francuskie kino rozrywkowe ostatnich lat. To, co można zauważyć po kilku czy kilkunastu minutach, to między innymi reżyseria na dobrym poziomie i całkiem finezyjne aktorstwo z ciekawymi rolami żeńskimi. Natomiast główny męski bohater – twardogłowy mąż i ojciec, Claude Verneuil – jaki się jak klasyczny przedstawiciel francuskiej klasy wyższej (burżuazji) – uważający siebie za ostoję konserwatyzmu. Za ostoję na pozór groźną, choć tak naprawdę zagubioną i mającą sporo kłopotów z utrzymaniem rodziny (córek) w ryzach.

Główna oś filmu opiera się na utartym schemacie, czyli mężu i ojcu szukającym dla córek jak najlepszej partii. Już sama tematyka jawi się jako niezły temat na komedię o stosunkach rodzinnych, choć współczesnego widza by nie to nie zadowoliło. Rasizm – nie wulgarny, ale mocno zakorzeniony we francuskiej mentalności – to słowo-klucz. Wszystkie cztery córki oddały swe serca mężczyznom, których urodę czy kulturę trudno w stu procentach przypisać do etosu Francuza o białej skórze. Owszem – Żyd, Arab, Chińczyk i Afrykanin – doskonale mówią w języku Woltera, ale nie wyglądają na rdzennych Europejczyków. Tak jak mocno różnią się od siebie zięciowie, tak i odmienne są siostry. Choćby stąpający twardo po ziemi Chińczyk związał się z wrażliwą (aż nadto) artystką. Poniekąd pogodzony z tym, że trzy córki mają już mężów nie-Francuzów, Claude łudzi się, że najmłodsza wyjdzie za tzw. prawdziwego Francuza (najlepiej katolika). A kim okaże się ostatni z zięciów? Z pewnością katolikiem, ale z nieoczywistej (czy aby na pewno?) bajki.

Całkiem zgrabne dialogi i niezły pomysł, oczywiście biorąc pod uwagę, że to kino stricte rozrywkowe, to nie wszystko. Stereotypy dotyczące rasizmu i ksenofobii – występujące także między zięciami Claude’a – uzupełniane są przez kolejne. Tak jak w wielu komediach, i w realnym życiu, okazuje się, że wiele nieporozumień można załagodzić podczas suto zaprawianej biesiady. I że w sytuacji ekstremalnej kochający ojciec jest w stanie przyznać się do błędów. Więcej, będzie starał się je naprawiać.

Za jakie grzechy dobry Boże – recenzja

Opinie o filmie Za jakie grzechy Dobry Boże są pochlebne. Odpowiedzialny za reżyserię i częściowo za scenariusz Philippe de Chauveron stworzył film, który powinien przypaść do gustu osobom, które wcześniej z przyjemnością oglądały filmy Dany’ego Boona (Jeszcze dalej niż Północ czy Nic do oclenia). Natomiast jeżeli ten rodzaj humoru wydaje się zbyt przaśnym, można odpuścić. Chociaż Za jakie grzechy, Dobry Boże warto traktować jako ginący gatunek kina popularnego, które nie oparło się poprawności politycznej. To ważny atut dla choć trochę myślącego widza.

Za jakie grzechy Dobry Boże – gdzie obejrzeć film?

Film można obejrzeć w internecie – Za jakie grzechy, dobry Boże jest np. na VOD. Niekiedy też komedia pojawia się w telewizji. Współczesna Francja widziana w krzywym zwierciadle potrafi kpić z samej siebie. To ważny powód, by spędzić niecałe dwie godziny w towarzystwie czterech pięknych córek i ich kochającego ojca. Ksenofoba, ale też poczciwca.

Fot: screen z trailera na YouTube

More Stories
film dzień świra
Dzień świra – recenzja filmu, gdzie śmiech miesza się ze łzami