najlepsze najgorsze wakacje

Najlepsze najgorsze wakacje — nie przegap tej komedii!

Jaki film obejrzeć podczas leniwych, letnich wieczorów? Najlepiej coś lekkiego, zabawnego, niezmuszającego do ciągłej koncentracji i “bycia w pogotowiu”. A gdyby tak dodać jeszcze klimat rodzinnego wakacyjnego urlopu i sztampowe wczasy w wynajmowanych domkach? Powstaje idealny przepis na seans familijny. I takim filmem jest właśnie “Najgorsze najlepsze wakacje w życiu” (“The Way Way Back”). 

 

O czym jest film “Najlepsze najgorsze wakacje” (“The Way Way Back”)?

Wybierając ten film od twórców nagrodzonego Oscarem scenariusza “Spadkobierców”, Nata Faxona i Jima Rasha, mamy pełne prawo mieć pewne oczekiwania. Ale najpierw podstawowe informacje i zarys fabuły. Głównym bohaterem historii jest czternastoletni Duncan (w tej roli Liam James), który jest typowym nieśmiałym nastolatkiem. 

Ma problemy z zawalczeniem o siebie, odezwaniem w towarzystwie i interakcjach interpersonalnych. Jest w tym trudnym wieku, gdzie nie może jeszcze znaleźć sobie miejsca już w świecie dzieci, ale też nie jest młodym dorosłym. Zazwyczaj w kłopotliwych trudach dojrzewania nastolatkowie mają oparcie w rodzicach, ale nie w tym przypadku. 

Ojciec porzucił chłopaka dla nowej rodziny, Duncan tęskni za nim i idealizuje go, gdyż mieszkają od siebie daleko. Matka (Toni Collette) nie zauważa problemów syna (bądź nie chce widzieć), bo cała jej uwaga skupia się na nowym związku z Trentem (Steve Carell). Nowy chłopak również posiada córkę z poprzedniego związku. Dlatego uzasadnionym pomysłem wydają się pierwsze rodzinne wakacje w domku letniskowym – mama Duncana, Pam, desperacko pragnie, by nowa patchworkowa rodzina zacisnęła więzy. 

Już sam fakt tworzenia rodziny na nowo jest trudnym zadaniem, a charakter Trenta tego nie ułatwia. Aby dokładnie zobrazować jego stosunek do głównego bohatera, warto przytoczyć znamienny dialog między nimi (podobno jest to autentyczna rozmowa, jaką przeżył scenarzysta filmu):

 

 – Ile dałbyś sobie w skali od jeden do dziesięć? – pyta Trent.

– Nie wiem, może sześć? – odpowiada nastolatek.

– Ja dałbym ci najwyżej trzy.

Chłopak matki okazuje się apodyktyczny, małostkowy i pałający niechęcią do Duncana. Na każdym kroku pokazuje mu, gdzie jego miejsce — co jest łatwe, bo nieśmiały nastolatek nie umie się postawić. Brak reakcji ze strony rodzicielki również nie ułatwia sprawy. W dodatku przybrana siostra widzi, w jaki sposób traktuje się nowego brata i chętnie do tego dołącza.

Ale chwila, przecież to miał być gatunek komedii. I tak rzeczywiście jest. Na początku rozgrywającej się fabuły jesteśmy pewni, że będą to najgorsze wakacje Duncana. Na szczęście, w tytule filmu widnieje też słowo “najlepsze”. Dziwnym zrządzeniem losu chłopak trafia do parku wodnego i zostaje tam zatrudniony. Można pomyśleć, jak praca w wakacje ma polepszyć sytuację nastolatka? Otóż nic bardziej mylnego. 

Poznaje tam swojego pracodawcę – Owena (w tej roli Sam Rockwell) – który z miejsca staje się jego dobrym przyjacielem. Przyjaciel Owen, któremu można przypisać bycie Piotrusiem Panem (nie ma zamiaru grać dorosłego i każdą okazję wykorzystuje, by dobrze się bawić) pokazuje młodemu bohaterowi, jak zabawne i dobre może być życie. Duncan zaczyna odzyskiwać utraconą pewność siebie i rozkwita. To mogą być najlepsze wakacje bohatera. 

 

Nasza recenzja komedii “Najlepsze najgorsze wakacje” (“The Way Way Back”)

Jako wprawny widz możesz znaleźć mankamenty. Bohaterowie zostali napisani bez żadnych zaskoczeń — lekkoduch Owen nie jest pierwszym dorosłym-dzieckiem w historii kinematografii, tak samo jak ojczym tyran, czy sztampowy zamknięty w sobie nastolatek. Jednak to, jak dobrze obchodzi się reżyseria z tymi kliszami, budzi podziw. Nie udałoby mu się to bez odpowiedniej obsady, która traktuje poważnie powierzone jej zadanie. 

Dużym zaskoczeniem jest zwłaszcza rola Steve’a Carella, który wychodzi obronnie z wyzwania. Zwykle gra głupkowatych nieudaczników w podrzędnych komediach, miło go było zobaczyć w tak odmiennej dla siebie roli. Gra właściwie ciemny charakter i wychodzi mu to znakomicie. Ale i tak pierwsze skrzypce gra Sam Rockwell — gdy tylko pojawia się na ekranie, swoją charyzmą kradnie całe przedstawienie. 

 

To on jest odpowiedzialny za większość scen komediowych. 

Jeśli już mowa o komedii, warto nadmienić, że nie znajdziemy w tym filmie marnego, głupkowatego i rubasznego humoru. Często przy takich filmach istnieje obawa, że widz zamiast z uśmiechem, skończy z niesmakiem na twarzy. Na szczęście, tutaj to nie grozi.

Dla kogo ten film? Dla osób które chcą się pośmiać, miło spędzić czas i poczuć to miłe, ciepłe uczucie w sercu, gdy wszystko kończy się dobrze. Zresztą, sam zobacz.

More Stories
Bradley Cooper w filmie Narodziny gwiazdy
Narodziny gwiazdy – bardzo udany remake